wtorek, 7 lipca 2009

Czwarty lipca w Gdyni

Gorący deszcz spłukał nas przy Madness i oczyścił dla Faith No More.
Czerwony motylek przysiadł na czerwonej scenie i rozpierdolił świat. Kamila przysłała esa, że Mike ma pakt z diabłem. Miał w sobie lawy na dwie godziny potężnych erupcji a pewnie sporo zostało.
Panowie grali, jakby nie było tej jedenastoletniej wyrwy. Żaden nie jechał naftaliną. Piekielnie piękna noc.

Gdynia spisała się na miarę. Stosunkowo niewielki organizmek miejski udźwignął milionowy przypływ gości od strony lądu, morza i z powietrza. Cały weekend powietrze szczękało wantami, łopotały hektary żagli, nocą fontannowały fajerwerki i grzmiała muza. I to fajne było.

Brak komentarzy: