poniedziałek, 29 grudnia 2008

Karma, córka Kery

Sagowo i mitycznie się zatytułowało. Ale trudno się było oprzeć brzmieniu. Zresztą tak właśnie patrzę na Kamilę Rondo. Jest północnie powściągliwa w geście, w słowie, ma najcichszy śmiech na świecie i najszerzej otwartą głowę. Zmysły pobierają z wszechświata wszystko, wielkie myśli, głupie słowa, trans i meta, różne dźwięki, różne cisze, piórko-ziarnko-korek-sznurek. Nie wiadomo co i czy kipi, czy sie dzierga, czy zachodzi, czy się wiąże w zazwyczaj nagiej czaszce. Na szczęście wypuszcza na wolność swoją opowieść o świecie. Uwolniona Leopolda, zamiast na lutni która, woli grać na harfie, uradowała w Wigilię pewnego lutnika. Wystukuje mu obcasikami rytm ze ściany nowej pracowni. Inne obrazy fruwają rysunkami i fotografiami w karmazynowym pokoju, kilka lata nam tu, w STEREOLICIE. Trudno się z nimi rozstawać.

Karma pożegnała mnie ostatnio unieruchomiona bólem gardła w olbrzymim brązowym golfie. Golf był bezwzględny i trzymał ją krótko. Wysyłamy pozdrowienia bezmikrobowe. Żeby może tak w ogóle nikt nie chorował w nadchodzącym roku... Albo przynajmniej niezazbytnio.

2 komentarze:

kamilarondo pisze...

=]-(-:

welles pisze...

Nice and interersting illustration!