piątek, 12 grudnia 2008

Jacaszek TRENY

W pierwszy weekend września 2007 powietrze zwariowało a woda oszalała. Szliśmy pokornie jak nas wiodła Martwa Wisła. Do świbnieńskiej plaży. Lał deszcz, świeciło słońce, wiatr kładł wszystko co żywe, dzieci płakały, zatoka rycząc łykała Rzekę Narodową, a w zębach i instrumentach zgrzytał piasek.
Wtedy pojawił się Jacaszek i powiedział niegłośno: Cześć. Czy możesz zrobić mi zdjęcie?




Od dziś w STEREOLICIE płyta Michała Jacaszka. Niedawno natknęła się na mnie opinia, że album ten jest "tak głęboko przesycony smutkiem i bólem, że słuchacze w stanach depresyjnych czy o słabszej psychice powinni do niego podchodzić ostrożnie". Dla mnie TRENY są z pewnością melancholijne, może medytacyjne, ale jednak optymistyczne. Tęskniące, ale nadziejne. Trzeba posłuchać.
Michał o płycie mówi:
Sięgnąłem po brzmienia harfy, fortepianu, orkiestry smyczkowej. Zebrane próbki dość mozolnie obrabiałem elektronicznie, budując wstępnie harmonie i frazy. Stefan Wesołowski rozwinął moje aranże, wzbogacił je harmonicznie, komponując a następnie nagrywając partie skrzypiec i wiolonczeli (na wiolonczeli Ania Śmiszek-Wesołowska). Maja wzbogaciła muzykę pięknymi sopranowymi improwizacjami, posługując się czasem chorałową manierą. Muzyka w Trenach to żałobne, powoli powtarzające się elektroniczne frazy, smyczkowe harmonie oraz piękne, delikatnie przetworzone elektroniczne wokale. Dużo ciszy i skupienia, tęsknoty i bólu.

Fajna rozmówka po koncercie w Kielcach, styczeń 2008 - klik!

Brak komentarzy: